Nie zapomnę tego, co mi zrobili. Myślę, że ty też nie powinnaś zapomnieć”. „Dogan spotykał się z tobą przez kilka tygodni” – kontynuuje Cagatay. – „Potem mu się znudziłaś i pozbył się ciebie. Arzu dał zadanie, by cię złamała. Teraz kolej na Yildiz”. „Nikt nie może mnie złamać”. „Dogan kocha tylko siebie. Mama kojarzy się z ciepłem i troską. Kiedy jest nam źle, chichoczymy mimowolnie krzyczeć "Mamo!". Jak to się dzieje, że dla kogoś takiego nie jest mama. Dlaczego słyszymy częściej: "Co, jeśli moja matka mnie nie kocha?" Od dzieci, a nawet dorosłych. Rozmowa jaka rozmowa moja mama mi zawsze mówi, że nie rozumie co ja do niej mówię i ostatnio mi powiedziała żebym do niej się nie odzywała. Jak jej to przypomniałam oczywiście wszystkiego się wyparła. Niestety mieszkamy razem. Całe życie byłam porównywana do kuzynek jakie one są a jakie ja. Nigdy mi nie powiedziała że mnie kocha. Witam mam 21lat i ona tez jestesmy ze sobą 3lata lecz cos sie zepsuło powiedziała ze nic do mnie nie czuje i ze samej jest jej lepiej.wyprowadziłem sie bo tak chciała zapytałem czy kocha powiedziała ze niewie a ja nie wiem co mam zrobic teraz zeby wszystko było ok nie zerwała pisze na dobranoc misiu prubóje jej wbic do glowy ze ja kocham nad zycie ..od dwóch tygodni nie mieszkamy . zapytał(a) o 18:42 Moja mama mnie nie kocha. Co robić. ? Wiem, że mnie nie kocha, bo mówi, że jestem głupia, drze się na mnie i wgl . Mam starszą siostrę i zawsze ona jest ważniejsza . Ja gorszej mamy nie widziałam! ( mówię to, ale nie chcę obrazić swojej matki. ) Kocham ją, a ona mnie tak traktuję. Pomocy . PS: Nie piszcie ,że mam z nią pogadać, bo to nic nie da, gadałam z nią nie raz i dalej to robi! :(((((((( Ostatnia data uzupełnienia pytania: 2011-04-26 18:42:46 Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 18:43 to powiedz to tacie albo idz do księdza Mari7 odpowiedział(a) o 18:27 Ja też mam taki sam problem tyle że nie drze się tylko co chwilę ważniejsza jest moja starsza siostra .Jak wraca do domu z pracy to o hej X (nie podam imienia) ja mówię hej HEJ! a ona nic :/ zabiera ją co chwilę , i nie mam co robić przez wakacje jedynie to granie na kompie które matka zabiera mi bo mówi że za dużo siedzę przed kompem :/Nie stety nie pomogą Ci bo sama nie wiem co zrobić ♥ єνιℓ ♥ odpowiedział(a) o 17:39 zadzwoń pod telefon zaufania i się wyżal, oni Ci tam pomogą 116111 - bezpłatny numer . Uważasz, że ktoś się myli? lub Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2015-01-08 17:26:26 Ostatnio edytowany przez punka_90 (2015-01-08 19:31:37) punka_90 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-22 Posty: 103 Wiek: 24 Temat: Mama mnie nie kocha... ! Witam,Skończyłam w czerwcu studia i od wakacji szukam pracy. Wysyłam setki cv. Niestety pracy nie ma. Byłam na wielu rozmowach, ale na tym się skończyło. Mieszkam z mamą i starszym bratem. Mama pracuje na 2 etaty (chociaż nie ma takiej potrzeby), brat natomiast ma dobrze płatną pracę. Mój problem polega na tym, że brat jest faworyzowany. Moje zdanie w domu się nie liczy, brat ma zawsze racje i jego muszę sie słuchać. Ponadto, zajmuję sie całym domem, gotuję codziennie obiady, sprzątam, robię wszystkim pranie, prasuję, chodzę po zakupy itd itd. I tak codziennie. Nikt mi w niczym nie pomaga, nie dostaję także od nikogo pieniędzy, ale sobie jakos radzę, pracuję dorywczo zdalnie, przez internet i dzięki temu mam pieniądze na swoje wydatki. Nie przeszkadzałoby mi to, że sprzątam itd gdyby każdy po sobie sprzątał, ale nie. Muszę sprzątać po bracie, robić mu pranie itd bo on sam nie zrobi, bo przecież pracuje a ja siedze w domu, więc od tego jestem. Tak mi powiedzieli. Jak chociaż raz nie ugotuję obiadu to wielka awantura, mama krzyczy na mnie, obraża się, że brat będzie głodny (ma 30 lat!), że coś ma nie wyprane. I tak codziennie. Najważniejsze by brat miał ciepły obiad, ja nie muszę. I czasem słyszę "tego nie jedz, bo .... to lubi". Moje zdanie w ogole się nie liczy. Czuję się gorsza, niechciana, mam pieniędzy by się wyprowadzić. Wynajęcie pokoju troche kosztuje, a z pracy zdalnej nie utrzymam się. Jeśli znalazłabym pracę to też muszę mieć jakies oszczędności na pierwszy miesiąc. Mam dość i psychicznie już nie wytrzymuję. Ciągle płacze. Wszystko co zrobie to jest źle i ktoś zje i nie posprząta, a ja muszę biec do kuchni i szybko zmywać, bo będzie awantura że bałagan, a przecież siedze w domu, wiec od tego jestem. I tak w koło. Nawet gdy chcę poczytać książkę, czy popracować przed laptopem to zaraz jest gadanie, że jestem nieroba, leń, etc. I w koło powtarza, że mam charakter ojca (którego nienawidzi).Nie chce mi się robić? 2 Odpowiedź przez chaber05 2015-01-08 20:28:49 chaber05 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-05-22 Posty: 1,676 Odp: Mama mnie nie kocha... ! Smutne i przerażające. Teraz zaczynam rozumieć dlaczego tak nalegałaś na zaręczyny, oczekiwałaś ich - miałaś nadzieję na wspólne mieszkanie z chłopakiem i ucieczkę od matki oraz brata. Za dach nad głową i wyżywienie jesteś zmuszona płacić pracą, usługiwaniem. Leżeć też nie można, ale sprzątanie po bracie jest przegięciem. Brat dokłada się do rachunków?Tylko znalezienie pracy wybawi cię z kłopotów. Chłopak pracuje, o ile pamiętam. Nie pomógłby trochę? 3 Odpowiedź przez punka_90 2015-01-08 20:40:49 punka_90 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-22 Posty: 103 Wiek: 24 Odp: Mama mnie nie kocha... !Brat nie dokłada się do rachunków. Od czasu do czasu zrobi zakupy za swoje pieniądze. A mój chłopak pracuje, ale na pewno nie chce by mi finansowo pomagał. Nie ma nawet takiej opcji. Myśleliśmy by wynająć coś razem w innym mieście, ale tutaj On ma dobrą pracę i nie chce by z niej rezygnował. A w swoim domu czuję się okropnie, nie chce być służącą i wysłuchiwać ciągłych pretensji i awantur ze strony matki, że np nie ugotowałam bratu obiadu, albo ugotowałam a mu nie smakował. 4 Odpowiedź przez chaber05 2015-01-08 21:13:41 chaber05 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-05-22 Posty: 1,676 Odp: Mama mnie nie kocha... ! punka_90 napisał/a:Brat nie dokłada się do rachunków. Od czasu do czasu zrobi zakupy za swoje pieniądze. A mój chłopak pracuje, ale na pewno nie chce by mi finansowo pomagał. Nie ma nawet takiej opcji. Myśleliśmy by wynająć coś razem w innym mieście, ale tutaj On ma dobrą pracę i nie chce by z niej rezygnował. A w swoim domu czuję się okropnie, nie chce być służącą i wysłuchiwać ciągłych pretensji i awantur ze strony matki, że np nie ugotowałam bratu obiadu, albo ugotowałam a mu nie mi o to, że chłopak pracując ma o wiele więcej znajomych, możliwości, żeby znaleźć pracę dla ciebie. Wiele osób tak robi, rozsyła wici po rodzinie, kumplach, koleżankach, bo dziewczyna szuka brat nie dokłada się do rachunków, to faktycznie kiepsko to widzę. Matka jest zaślepiona, niesprawiedliwa i chyba tylko ktoś obcy mógłby jej cokolwiek naświetlić, bo tacy ludzie racji bliskich nie uznają. 5 Odpowiedź przez punka_90 2015-01-11 16:21:37 punka_90 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-22 Posty: 103 Wiek: 24 Odp: Mama mnie nie kocha... ! Dzisiaj moja mama zrobiła obiad i zawołała na niego tylko mojego brata. Wczoraj natomiast powiedziała mi, że za często biorę kąpiel i że powinnam myć się raz na pare dni, że branie codziennie kąpieli to przesada (mój brat oczywiście bierze kąpiel codziennie). Nie wyobrażam sobie dnia bez kąpieli! I coraz bardziej czepia się mnie o wszystko, mimo, że pomagam we wszystkim to ona i tak twierdzi, że nie pomagam w domu nic i ciągle tylko porównuje mnie do płaczę. Już nie wiem co mam robić. Jak staję sama w swojej obronie i mówię, że przecież jest zupełnie inaczej i że robię w domu wszystko i czy tego nie widzi to zaraz wydziera się na mnie, że pyskuję itd. I znowu wychodzi, że ja ta zła, bo podnoszę głos, itd. 6 Odpowiedź przez Emilia 2015-01-11 17:09:50 Emilia 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2007-08-27 Posty: 3,988 Odp: Mama mnie nie kocha... !Jedyną opcją jest wyprowadzka. Znajdź cokolwiek, jakąkolwiek pracę, która umożliwi ci wynajęcie pokoju. Twoja matka kocha cię na pewno, ale jak sądzę ma dość sytuacji, w której musi utrzymywać dorosłą, 24-letnią córkę. To rodzi frustrację, a ona nie potrafi jej w inny sposób rozładować, więc wyżywa się na tobie. Sprowadza cię do roli służącej chcąc, żebyś w ten sposób wynagrodziła jej fakt, że nie pracujesz i się nie dokładasz. A gdzie w tym wszystkim jest wasz ojciec? 7 Odpowiedź przez punka_90 2015-01-11 17:15:36 Ostatnio edytowany przez punka_90 (2015-01-11 17:19:09) punka_90 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-22 Posty: 103 Wiek: 24 Odp: Mama mnie nie kocha... !Mój tata się wyprowadził, ponieważ mama robiła mu awantury z byle powodu i tak codziennie. Miał dość tej atmosfery w domu. Ale mam z nim kontakt i często do mnie to nie jest tak, że ona mnie utrzymuje. Pracuję zdalnie i udzielam korepetycji w domu, wiec mam troche swoich pieniędzy a od mamy od kiedy skończyłam studia nie biorę ani grosza. Wszystko kupuję za swoje pieniądze i też robię zakupy za to co zarobiłam sama. Nie dokładam się jedynie do rachunków. 8 Odpowiedź przez Emilia 2015-01-11 17:23:14 Emilia 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2007-08-27 Posty: 3,988 Odp: Mama mnie nie kocha... !Jedynie do rachunków? To nie jest "jedynie". Miesięczne koszty za mieszkanie dla 3-osobowej rodziny wynoszą ok. 1000 zł, wliczając w to czynsz i opłaty. Czy byłabyś w stanie te nieco ponad 300 zł miesięcznie znaleźć? Mogłabyś powiedzieć matce, że nie życzysz sobie takiego traktowania, bo płacisz za siebie. I tyle. Czyli masz dobre stosunki z ojcem? A nie mogłabyś wyprowadzić się do niego? 9 Odpowiedź przez punka_90 2015-01-11 17:55:06 Ostatnio edytowany przez punka_90 (2015-01-11 18:00:49) punka_90 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-22 Posty: 103 Wiek: 24 Odp: Mama mnie nie kocha... ! Z Ojcem sie dobrze dogaduję, jednak nie chcę do Niego sie wyprowadzać, bo wtedy wiem, że mama nie chciałaby mieć ze mną żadnego kontaktu. Nie wie nawet, że w ogole się z Nim kontaktuję. Jedynym rozwiązaniem będzie zaoszczędzenie pieniędzy, czyli odmówienia sobie jakichkolwiek wyjść, itd, a gdy tylko znajdę pracę i będę miała troche pieniędzy bym mogła wynająć stancje i przeżyć pierwszy miesiąc to wtedy od razu się wyprowadzam. Może wtedy zrozumieją "że nic nie pomagałam".PS. Mój 30-letni brat zarabia tys na rękę i również nie dokłada się do rachunków i po pracy nie robi nic poza leżeniem przed tv, a ja muszę mu ja z pracy zdalnej mam średnio ok 400 zł na miesiąc, ponieważ są to drobne zlecenia, ale za to bardzo pracochłonne, wiec bym miała trochę swoich pieniędzy zlecenia wykonuję za niewielkie pieniądze cały czas powtarzając, że lepsze to niż nic. 10 Odpowiedź przez Emilia 2015-01-11 18:00:40 Emilia 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2007-08-27 Posty: 3,988 Odp: Mama mnie nie kocha... !Ale tu nie chodzi o to, żeby oni "zrozumieli". Bo może nigdy niczego nie zrozumieją. To ty masz dojrzeć, dorosnąć na tyle, by być emocjonalnie i finansowo niezależna. Wtedy nie będzie cię obchodziło, co matka z bratem o tobie myślą i z oszczędzaniem fajny. Przemęczysz się tak jeszcze miesiąc-dwa. W tym czasie rób co do ciebie należy, nie kłóć się, żeby nie dolewać oliwy do ognia, nie odpowiadaj na zaczepki, bo szkoda nerwów. Masz cel i konsekwentnie rób wszystko, żeby go osiągnąć. 11 Odpowiedź przez punka_90 2015-01-11 18:01:34 punka_90 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-22 Posty: 103 Wiek: 24 Odp: Mama mnie nie kocha... !Dziękuję Emilia! 12 Odpowiedź przez majka2193 2015-01-12 09:35:29 majka2193 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-01-12 Posty: 4 Odp: Mama mnie nie kocha... !ja na twoim miejscu albo bym poszla do pracy albo wyprowadzila się do ojca , tak a propo może i matka nic nie zrozumie ale być może wezmie się za 30- letniego braciszka , skoro ty do tej pory robilas w domu wszystko pralas gotowalas sprzatalas to ktoś to będzie musial robic później , nie sadze żeby twoja mama pracowala na 2 etaty i miała sily żeby synalkowi uslugiwac i ogarniać caly dom. 13 Odpowiedź przez Cyngli 2015-01-12 10:58:32 Cyngli Gość Netkobiet Odp: Mama mnie nie kocha... ! Nie patrz na brata, tylko na siebie, to po się dokładać do rachunków i tym samym zacznij wymagać. Dokładam się - korzystam z kąpieli, prądu, że wtedy będziesz mogła wziąć z lodówki wszystko. 14 Odpowiedź przez kropka_90 2015-01-13 15:02:42 Ostatnio edytowany przez kropka_90 (2015-01-13 15:06:34) kropka_90 Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-08-22 Posty: 17 Odp: Mama mnie nie kocha... !Szok. Nie wiem co napisać może porozmawiaj z mama? 15 Odpowiedź przez punka_90 2015-01-13 15:07:51 Ostatnio edytowany przez punka_90 (2015-01-13 15:34:00) punka_90 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-22 Posty: 103 Wiek: 24 Odp: Mama mnie nie kocha... ! Niestety nie mam z czego dokładać się do rachunków. Robię za swoje pieniądze codziennie zakupy i od czasu do czasu kupię sobie jakiś kosmetyk czy wyjdę z chłopakiem na basen, a z pracy zdalnej mam tyle ile pisałam, max 400 zł na miesiąc. Moja miejscowość jest bardzo mała, wiec nie mam szansy na pracę. Mój problem polega bardziej na tym, że mój brat zarabia 2,5 zł na rękę i rzadko robi nawet zakupy za swoje pieniądze, a mimo to mama nigdy złego słowa mu nic nie powie, a ja mu jeszcze muszę usługiwać, czasem bywa że sama obiadu nie zjem (a oczywiście robię go za swoje pieniądze). Rozmawiałam wczoraj z mamą i mówiłam jej że mam dość tej sytuacji itd i że chce sie wyprowadzić, bo nie mam zamiaru wokół wszystkich skakać non stop i mimo to słyszeć jaka ja to jestem zła. Ona na to, że bez sensu wyprowadzać sie i szukac pracy gdzieś dalej, bo musiałabym płacic za stancje, a tutaj może kiedys w końcu coś znajdę ;| I że jak to sobie wszystko wyobrażam jakbym wyjechała, i że przecież nie zostawie na mnie się tylko wydziera, że cos nie sprzątnięte, że leży jakiś gdzieś papierek, ona oczywiście nawet sie nie schyli, by coś sprzątnąć, tylko chodzi, krzyczy, rozkazuje, poniża mnie, obraża. Robię w domu wszystko, od robienia zakupów, sprzątania po gotowanie i pranie. Ale to wciąż za trochę byłoby nie fair, gdybym ja mając 400 zł na miesiąc dokładała sie jeszcze do rachunków, a mój 30letni brat nie dołożyłby ani grosza. Bo przecież on oszczędza na ładne ciuszki i lepszy samochód. 16 Odpowiedź przez Cyngli 2015-01-13 17:34:22 Cyngli Gość Netkobiet Odp: Mama mnie nie kocha... !Zrozum, że nie wpłyniesz ani na matkę, ani na brata. To dorośli ludzie i nie zmienisz nad czym masz władzę, to własne że Cię nie stać - zrób tak, by Cię było stać. I nie gadaj mi, że nie ma się z domu po osiemnastce, byłam bez kasy i mieszkania, i jakoś dałam sobie radę. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź fot. Adobe Stock, Valerii Honcharuk Trudno mi żyć ze świadomością, że to przeze mnie mój syn jest taki, jaki jest. Chciałabym umyć ręce, zasłonić się powiedzeniem, że każdy człowiek jest kowalem własnego losu. Każdy sam podejmuje decyzję, zwłaszcza gdy jest już dorosły. Niby czemu to ma być moja wina? Bo go urodziłam i wychowałam? Przecież się starałam, jak umiałam! Pewnie, tak najłatwiej, zrzucić winę na rodziców, a w tym przypadku na samotną matkę, że brakowało męskiej ręki, więc… Więc co? W jaki sposób miałam to przewidzieć? Nigdy nie rozrabiał, nigdy się z nikim nie bił, był cichy i grzeczny. Raczej samotnik niż dusza towarzystwa. Miał co jeść, gdzie spać, brudny ani goły nie chodził. Jak były pieniądze, kupowałam mu modniejsze ubrania, lepsze buty czy gadżety, jakie lubią chłopcy. A że rzadko o coś prosił, o cokolwiek, to już inna sprawa… I nagle opada mnie poczucie winy i przykrywa jak ciężki, bury koc. Oblepia i pęta. Bo czuję – głęboko w moim zlodowaciałym sercu, gdzieś tam na dnie, gdzie jeszcze tli się jakaś iskra – że można było tego uniknąć. Bo tak, to ja go urodziłam i wychowałam, i czy mi się to podoba, czy nie, to było najważniejsze w moim życiu zadanie: wziąć odpowiedzialność za istnienie, które sprowadziłam na świat. Za jego szczęście, za jego przyszłość, za jego zdrowie, nie tylko fizyczne. Po paru rozmowach, niełatwych, z panią psycholog, już wiem, że dzieciństwo, zwłaszcza pierwsze lata, ma fundamentalny wpływ na nasze późniejsze dorosłe życie. A ja, jak bezduszna kopiarka, powieliłam z synem schemat mojego własnego dzieciństwa… Wychowywała mnie babcia, bo ojciec nieznany, a niezamężna matka wyjechała za granicę. Niby żeby zarobić lepsze pieniądze, ale podejrzewam, że zwyczajnie uciekła od macierzyństwa, gdy tylko mogła. Podejrzewam też, że rodząc mnie, zamiast usunąć, zrobiła to, co kazała jej moja babcia, zagorzała katoliczka, ale potem miała dość płacenia za swój „wielki grzech i życiowy błąd” swoją wolnością i młodością, więc uciekła, daleko, bo aż do Hiszpanii. Tylko pozdrowienia, pocztówki, prezenty i kasę Tak wypełniała swój obowiązek. Który ustał, gdy skończyłam osiemnastkę. Babcia zaś niosła swój krzyż, jak nazywała opieką nad wnuczką-bękartem. Nie mogłam narzekać na głód i chłód, chyba że emocjonalny. Miałam to, co można kupić za pieniądze, ale o miłości nie miałam pojęcia. Wyprowadziłam się od babci, gdy tylko byłam w stanie sama się utrzymać, a ona nie protestowała. Ledwo zamknęły się za mną drzwi, zapomniała o mnie, tak jak się zapomina o odfajkowanym zadaniu domowym. Ponoć takie osoby jak ja nie zakochują się nigdy albo zakochują się na zabój, obsesyjnie. Ja zakochałam się w Gerardzie, bo był sporo starszy i widziałam w nim ojca, którego nigdy nie miałam. To on usilnie namawiał mnie na dziecko. Bał się, że jak będziemy zwlekać, przylgnie do niego łatka „dziadunia z wózkiem”. Ja za to wcale nie czułam potrzeby rozmnażania się. Nie wzruszały mnie urocze zdjęcia dzieci ani bobasy na żywo, które darły się w wózkach albo na rękach, w sklepach i pociągach, za ścianą u sąsiadów albo na placu zabaw pod blokiem. Odstraszało mnie od macierzyństwa chodzenie w ciąży przez blisko rok i widmo wielogodzinnego porodu. Nie widziałam w tym nic doniosłego ani cudownego. Karmienie piersią nie miało w sobie cienia magii i wydawało mi się zwyczajnie obrzydliwe. Chyba tę antypostawę wyssałam z mlekiem matki. A jednak Gerard dostał fioła na punkcie powielenia swoich genów i w końcu dałam się namówić, wszak to on w dużej mierze mnie utrzymywał. Rzeczywistość go przerosła, więc po prostu uciekł Jakoś przecierpiałam fakt, że przez pół roku wymiotowałam dzień w dzień. Potem te wszystkie kopniaki od środka, parcie na pęcherz, który wypełniał się co dwie minuty, zawroty głowy w połowie dnia… No i poród. Nic nie było mnie w stanie przygotować na to, co się wydarzyło. Rzeźnia, takie określenie przychodziło mi do głowy. Kiedy tylko Gerard odebrał mnie z synem ze szpitala, na dzień dobry powiedziałam mu: – Nigdy więcej, zapomnij. Dostawałam dreszczy na samą myśl o kolejnej ciąży. Zresztą potem nie było lepiej ani łatwiej. Przeciwnie. W nocy tuż po wypisie dostałam zapalenia piersi. Gorączka sięgała prawie czterdziestu stopni, ja majaczyłam, a Gerard patrzył na mnie i Konrada, jakby nie rozumiał, co tu się dzieje, i w niczym nie pomagał. Wyprowadził się do drugiego pokoju i spał na kanapie, bo dziecko przeszkadzało mu w odpoczynku. A ja musiałam robić wszystko sama. Z gorączką czy bez. Miesiąc później, gdy wróciłam z zakupów, zastałam go, jak pakował rzeczy w dwie duże torby. Upychał je w pośpiechu, jakby bał się, że coś zrobię, powstrzymam go. A ja stałam z dzieckiem na ręku, z zakupami w koszyku, i tylko patrzyłam. – Wyprowadzam się. To nie dla mnie. Dziecko, te sprawy… – powiedział Gerard, unikając mojego wzroku. – Nie dla ciebie? Nie dla ciebie?! Przypominam, że to ty chciałeś dziecka, więc teraz proszę, weź je i wychowuj! – wyciągnęłam Konrada przed siebie. – Nie bądź śmieszna, to kobiety zajmują się dziećmi – skrzywił się. Najpierw wyprowadził się do swojej matki, a potem całkiem zniknął – jak mój ojciec, którego nigdy nie poznałam. Ewakuował się za granicę jak moja matka. Tyle że on nawet pocztówek nie przysyłał, więc nie dało się go znaleźć. To nie były czasy internetu, w którym namierzysz niemal każdego. I zostałam sama. Jak tysiące innych kobiet Jak moja matka i babka, przeklęta powtórka z historii zataczającej krąg. Nikt mi nie współczuł. Nie miałam do kogo zwrócić się o pomoc, nawet gdyby duma mi na to pozwoliła. Babcia nie żyła, matka miała nową rodzinę i nowe dzieci, o mnie, dorosłej, dawno zapomniała. A matka Gerarda była stara i zgorzkniała. Musiałam sobie radzić sama, i radziłam. Wyprowadziłam się z mieszkania, za które płacił Gerard, bo nie było mnie na nie stać, i wynajęłam kawalerkę. Złożyłam dokumenty do sądu o rozwód i alimenty, z których nigdy nie zobaczyłam grosza, bo nie można było Gerarda namierzyć. Pracowałam na półtora etatu. Dziecko było w żłobku, a potem w przedszkolu. Właściwie byłam dla niego obcą osobą. Widziałam go dwie, trzy godziny popołudniami i godzinkę rano. Nie każda kobieta ma instynkt macierzyński, gdyby tak było, skąd by się brały te wszystkie wyrodne matki i zaniedbywane, porzucane, katowane dzieci. Ale może da się rozbudzić w sobie miłość do własnego dziecka, ocieplić letnie uczucia? Może były chwile, jak mgnienie oka, gdy coś we mnie drgnęło, zatrzepotało, poruszone dziecięcą bezradnością i ufnością, i gdybym to coś pielęgnowała, chroniła… wykiełkowałoby, urosło w siłę…? Ale byłam zbyt zmęczona i zbyt zajęta walką z codziennością, żeby jeszcze doszukiwać się i doglądać głębszych uczuć dla istoty, którą urodziłam właściwie wbrew swojej woli. To Gerard chciał dziecka, nie ja. To on miał się nim zajmować, a nie zrzucić na mnie wszystkie obowiązki i uciec. Czułam się oszukana, wykorzystana i zdradzona. Czy to tłumaczy, czemu nie umiałam wykrzesać z siebie czułości, wyrozumiałości, czegoś sięgającego dalej i szerzej niż obowiązek? Czy dzisiaj inaczej bym do tego podeszła? Czasy są inne, świadomość większa, wtedy nikt nie myślał o psychologach, terapiach, depresjach, a dziś są szkoły kompetencji dla rodziców. Nie wiem… Czy szukałabym pomocy psychologa do dziecka, które było grzeczne, posłuszne i ciche? Nie potrafiłam dać mu miłości Konrad nie zadawał pytań, nie przeszkadzał mi, żył na uboczu mojej uwagi, między domem a przedszkolem, a później szkolną świetlicą. Zawsze był zadbany – tak jak ja kiedyś – zawsze miał co jeść, w co się ubrać, miał podręczniki i zeszyty do szkoły, potem miał też komórkę i komputer. Ale nie przytulał się ani nie dopominał o czułości. Ja ich nie oferowałam, a on ich ode mnie nie oczekiwał. Może taką oschłością i dystansem nieświadomie karałam go za to, jak potoczyło się moje życie, bo gdyby nie on, na pewno potoczyłoby się zupełnie inaczej, lepiej. A może po prostu nie nadawałam się na matkę, co podejrzewałam od zawsze, dlatego nie chciałam mieć dzieci. Dziewczynka, która nigdy nie czuła się kochana, nie wyrośnie na kobietę, która da miłość swojemu dziecku. Czasem siadałam przy nim, gdy leżał już w łóżku, patrzyłam na niego i czekałam, aż pojawi się we mnie ten opiewany przez inne matki instynkt macierzyński. Wyciągałam rękę i… po chwili cofałam ją, gdy widziałam, jak Konrad zamiera, wstrzymuje oddech. On też czekał, udając, że śpi. Ale na co? Aż go pogłaszczę? Czy sobie pójdę? Zawsze wychodziłam. Nie miałam z Konradem wspaniałej więzi, o jakiej mówią filmy i książki. Choć od kiedy się wyprowadził, zaraz po maturze, na studia, co jakiś czas wpadał w weekend na obiad. Pewnego razu zjawił się z Aliną, o której mówił „moja przyszła żona”, i odtąd przyjeżdżali razem. Na święta, w moje urodziny. Nasze relacje ciut się ociepliły – głównie za sprawą Aliny, która była bardzo otwartą i przyjazną osobą – ale o serdeczności nie było w nich mowy. Coś jednak drgnęło, gdy spadł mi z barków ciężar zajmowania się dzieckiem. Przymus nie ułatwia żadnej relacji. Kiedy po studiach Konrad znalazł pracę i zaczął sam na siebie zarabiać, odpadły mi też koszty jego utrzymania. Zapytała, czy kiedyś chciałby mieć z nią dziecko To była duża ulga, ale nie umiałam nie żałować lat, które straciłam, pracując ponad miarę, i zdrowia, które zaczynało przez to szwankować. Starałam się z tym pogodzić i nauczyć się żyć życiem, które przypadło mi w udziale. Może kiedyś i z Konradem znajdziemy do siebie drogę… Alina zadzwoniła w środku nocy. Taki telefon zawsze źle wróży. Nie sądziłam jednak, że może być aż tak źle. – Myślę, że powinna pani wiedzieć… Konrada zabrała policja. Próbował mnie zabić, udusić… Jestem w szpitalu… – szeptała z trudem. Najpierw pojechałam do niej. Miała na szyi siniaki w kształcie palców. Wyglądała strasznie i była przerażona całą sytuacją. Ledwie mówiła, często musiała popijać małe łyki wody, bo krtań odmawiała jej posłuszeństwa. Podobno Konrad wpadł w szał, gdy wspomniała o dziecku. Nie, żeby już była w ciąży lub chciała w nią zajść jutro, ale w perspektywie kilku lat chciała wiedzieć, na czym stoi. Nie spodziewała się absolutnie, że mój spokojny, małomówny syn wstanie z sofy i zaciśnie dłonie na jej szyi, krzycząc, że nigdy nie da zmarnować życia kolejnemu dziecku. Że prędzej ją zabije, niż pozwoli na coś takiego. Coś w niego wstąpiło Kiedy odwiedziłam Konrada w areszcie, nawet na mnie nie spojrzał, gdy powiedział: – Trzeba mnie było wyskrobać. Albo oddać do bidula. Lepszy brak matki w ogóle, niż taka jak ty. A gdy zaczął wreszcie mówić, nie mógł przestać i wylewał na mnie fale żalu, gniewu, goryczy. Słuchałam, jak to czuł się niepotrzebny, gorzej jak kłoda, którą ktoś rzucił mi pod nogi… – Ja w ogóle nie umiem kochać, choć Alinie często mówiłem, że ją kocham. Lubiłem chyba samo brzmienie tych słów. Nie wiem, czy umiem czuć cokolwiek, coś dobrego. Bo wściekłość świetnie mi wychodzi, jak się okazało. Gratuluję, kochana mamusiu, wychowałaś socjopatę. Czemu zaatakował swoją narzeczoną, jedyną naprawdę bliską mu osobę? Kiedy ktoś taki jak on, taka kaleka emocjonalna, usłyszał, że miałby dać życie dziecku… Coś w niego wstąpiło. Nie miał pojęcia, dlaczego dusił Alinę. Przecież nie chciał zrobić jej krzywdy, nigdy. Ocknął się w porę. Ona uciekła do sąsiadów, którzy wezwali policję, a on czekał, aż po niego przyjdą. – To twoja wina, mamo. Moja? Może ma rację, moja. Nigdy nie okazałam mu miłości. Nie nauczyłam go, jak kochać. Nigdy nie poczuł, że jest dla mnie kimś ważnym i niezastąpionym. Traktowałam go jak mebel. Wyszłam stamtąd, płacząc. Pierwszy raz od bardzo dawna płakałam. We mnie też pękła jakaś tama i szlochałam bez końca. Sam fakt, że mój syn tak sądził, obwiniał mnie. Uczucia są subiektywne. Skoro dorosłe dziecko mówi, że byłam fatalnym rodzicem, a innego nie miał, jeśli czyni mnie współwinną przestępstwa usiłowania zabójstwa, trudno pozostać obojętną. To małe dziewczęce serduszko, które stwardniało w dzieciństwie, a do reszty skamieniało w dniu, kiedy mój były mąż wyprowadził się z domu i zostawił mnie ze wszystkim samą. Wtedy przestałam płakać. Ja też byłam od tamtej pory emocjonalną kaleką. Serce pękło mi na milion kawałków Czy to mnie tłumaczy? Byłam młoda, potwornie zraniona, ale dorosła, zaś Konrad był bezbronnym dzieckiem. Powinnam opiekować się nim jak najlepiej, kochać niezależnie od wszystkiego, bez żadnego „ale”, nieważne, jakie sama miałam dzieciństwo i jak zachowywał się jego ojciec. Nie podołałam temu wyzwaniu. Oczywiście, miłości nie da się wymusić, nawet do własnego dziecka. Ale to tak nienaturalne, że dziś, z obecną wiedzą, poszukałabym pomocy… Wtedy? Nikt się nie interesował, póki dzieciak nie miał widocznych siniaków. Mój syn nie miał. Problem polegał na tym, że nie miał też w pamięci śladów po uściskach, pieszczotach, pocałunkach. W jego głowie nie rozbrzmiewały słowa miłości. Czuł się jak rzecz, niechciany prezent od krewnych, którego nie wypada się pozbyć. Mój syn czeka na proces w areszcie. Z Aliną jestem w stałym kontakcie. Wiem, że jej związek z moim synem należy do przeszłości, dziewczyna nigdy więcej mu nie zaufa, nie po tym, co zrobił. Wcale mnie to nie dziwi. Chcę jednak pomóc jej na miarę moich możliwości. Chcę choć w części odpokutować za straszny czyn mojego syna, za który czuję się odpowiedzialna. Wiem, że nie nadrobię straconego czasu, ale może w jakiś sposób zbuduję na nowo relację z dorosłym człowiekiem, którego właściwie nie znam. Może nie nadrobimy minionych lat, ale zyskamy kolejne. Chciałabym, synu, bardzo bym chciała. Synku… Czytaj także:„Wujek z ciotką żądają pieniędzy ze spadku, choć dziadek dawno ich spłacił. Nie zobaczą złotówki, bo reszta jest moja”„Byłam pewna, że nad moim uczniem znęca się ojciec - zimny biznesmen. Prawda okazała się jeszcze bardziej szokująca”„Mój mąż nie chciał iść na pogrzeb własnego ojca. Nie wybaczył mu jego grzechów nawet po jego śmierci” Wpis inspirowany rozmową z jedną z czytelniczek bloga. Podobno mam wszystko. Wszystko o czym marzą kobiety. Wyszłam za mąż za swoją wielką romantyczną miłość, urodziłam troje cudownych, zdrowych dzieci. Mam dom, świetnie prosperującą firmę, przyjaciół, pieniądze, zdrowie. Nie, nie mam wszystkiego, choć mogłoby się tak wydawać. Nie mam uwagi męża. Nie interesuje go jak mi minął dzień. Nie pyta o moje samopoczucie. Nawet kiedy widzi, że jestem potwornie zmęczona i próbuję się wyżalić, zawsze zbywa mnie twierdząc, że wyolbrzymiam. Chcąc zwrócić jego uwagę zaczęłam przesadnie o siebie dbać. Kosmetyczka, najlepszy fryzjer, cuda wianki. Nie widzi mnie. Jestem przezroczysta, nijaka, nudna. Nie mam szacunku męża. Przecież to dzięki niemu mamy to, co mamy. Nie sprzeciwiał się, gdy zakładałam firmę, więc można by uznać, że mój sukces zawdzięczam właśnie jemu. Nawet jeśli w domu błyszczy, dzieci przygotowane są idealnie do szkoły, zrobię dwudaniowy obiad i przywitam go z uśmiechem na twarzy, wiem, że on tego nie doceni. Nie szanuje mojego zaangażowania, nie szanuje mnie jako żony. W dobitny sposób okazuje mi to przy każdej kłótni. Nie mam jego zainteresowania. Nie spędzamy razem czasu. W ogóle. Nigdy. Często pracuje do późna, a potem zasypia ze zmęczenia. Podobno musi mieć weekend dla siebie, żeby odreagować stresującą pracę. Ogląda wtedy mecze piłki nożnej, umawia się z przyjaciółmi do knajpki, robi wszystko, byle nie być zbyt blisko mnie. Nie mam jego słowa. Obiecanki? Często. Ale to tylko gadanie dla uspokojenia własnych wyrzutów. Zoo z dziećmi? Kino? Lody? Raz do roku. O ile w ogóle się uda. Na wakacje też nie wyjeżdżamy, mimo że nas stać, bo i po co? Żeby milczeć? Płakać w poduszkę? Żeby dzieci się zorientowały? Póki jesteśmy w domu zwyczajnie widzą, że tata jest zapracowany i zmęczony. Widzą to, co widzą wszyscy. Narzekam? Jakim prawem? Mam wszystko. Bezpieczeństwo, spokój, upragnioną stabilizację, ułożone dzieci. Nikt nie może albo nie chce zrozumieć mojego wewnętrznego smutku. Kobieta, która nie ma problemów, zaczyna sobie wymyślać powody do płaczu. Tak mówi mój mąż. Nie mam jego miłości. Wiem, że mnie już nie kocha. Nie czuje potrzeby bliskości, nie brakuje mu wspólnych chwil, ułożył sobie życie obok. To jego ukochana praca, to koledzy, hobby, przyjemności. To obiad, który czeka w domu, dzieciaki, z którymi można chwilę się powygłupiać, wprasowane ubrania i podlane kwiaty. Nie dostrzega moich smutnych oczu. Nie zauważa wyciągniętej ręki. Nie słyszy wołania o uczucie. Żyjemy razem, a jednak tak daleko od siebie. Czy kogoś ma? Jestem pewna, że nie. Ma swoje przyjemne życie, służącą w domu, wiecznie czekające dzieci, podziw otoczenia. Nie odchodzę, bo wciąż marzę o tym, że mężczyzna, którego pokochałam wróci. Że to tylko chwilowe, mimo że trwa od dawna. Nie odchodzę, bo boję się, że ułoży sobie życie z kimś innym. Wciąż kocham w nim tego człowieka, który składał mi przysięgę małżeńską. Pamiętam miłość i wzruszenie, gdy trzymał mnie za rękę przy porodzie. Wciąż widzę tę dumę w jego oczach, gdy brał na ręce naszego pierwszego syna. Byliśmy tacy szczęśliwi, tacy dla siebie… Wierzę, że ten człowiek jest jeszcze w nim. I że któregoś dnia powróci. Muszę tylko znaleźć sposób jak go odnaleźć.

co zrobić jak mama mnie nie kocha